Pewnie wszyscy z Was już słyszeli o zmieniającym się klimacie i nadciągającym ociepleniu naszej planety. Ta katastroficzna (ale i niezmiernie ważna) tematyka zawitała teraz również do Kowar. Zainteresowanych polarnymi tematami oraz kurczącymi się lodowymi zasobami Ziemi zapraszamy do zobaczenia wystawy fotografii Zbyszka Piepiory pt. „’Umierające’ lodowce”, na której prezentuje on efekty swoich osobistych obserwacji. Ekspozycję można oglądać w “Gościńcu na Starówce” (Kowary, ul. 1 Maja 23) codziennie w godz. 12:00-18:00. Wstęp wolny. Wystawa czynna do 16.11.2019 roku.

A teraz “kilka” słów od autora:

„W odcinku „Czterdziestolatka” pt. „Pocztówka ze Spitzbergenu”, J. Gruza żartobliwie zaprezentował dyskusję na temat zwiększenia opadów śniegu na obszarach pustynnych. Po przeszło 40 latach, żarty z Jego serialu stały się nad wyraz aktualne – zmiany klimatu są faktem. Podczas gdy twórcy X Muzy raczą nas apokaliptycznymi filmami takimi jak „Mad Max”, „Wodny Świat” czy „Pojutrze”; naszą planetę nawiedzają katastrofy a opady śniegu zdarzają się nawet na Saharze – największej pustyni na Ziemi. A jak zmiany klimatu przebiegają na pustyni polarnej? Aby odpowiedzieć na to pytanie, udałem się na Arktykę w ramach stażu naukowego i konferencji ‘Krajobrazy polarne w warunkach zmian klimatu’. Wydarzenie zostało zorganizowane w lipcu 2019 roku w Stacji Polarnej Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu „Petuniabukta”. Organizatorami konferencji byli dr Justyna Weltrowska, prof. Grzegorz Rachlewicz, mgr Krzysztof Rymer, a sesje terenowe prowadził także dr hab. Leszek Kasprzak, prof. UAM i Dziekan Wydziału Nauk Geograficznych i Geologicznych.

Do stacji polarnej dopłynąłem z Longyearbyen, gdzie w lipcu temperatury przekraczały 10 st. C. „Petuniabukta”, która znajduje się na Spitzbergenie Środkowym i jest najbardziej na północ wysuniętą, polską stacją polarną, okazała się świetną bazą wypadową do wypraw na Ziemie Bünsowa i Dicksona.

W czasie wypraw zobaczyłem „Karkonosze sprzed ok. 12 tys. lat”. Widziałem „umierające” lodowce Bertil, Elsa i Ferdynand, odsłaniające węglowe zbocza. Pierwszy raz w życiu po takich zboczach chodziłem. Zaobserwowałem cielenie się lodowca Nordenskiölda. Zobaczyłem jak powstają nunataki i moreny. Wędrowałem po młodych, kształtujących się górach, w których bezpieczniej było postawić stopę na małej niż dużej skale, bo to właśnie ta pierwsza okazywała się bardziej stabilna. Miałem okazję zdobyć górę Piramidę i przeżyć niemałe zaskoczenie – zobaczyć stałą asekurację drogi na część szczytową za pomocą „via ferraty” z kabla elektrycznego. Odwiedziłem również inną Piramidę – dawną szwedzką, a później rosyjską osadę górniczą, natomiast obecnie atrakcję turystyczną. Kupiłem na pamiątkę „pocztówki ze Spitzbergenu”.

Podczas wędrówek poznałem arktyczną faunę i florę. Widziałem Globalny Bank Nasion. Zobaczyłem renifery i chrobotek reniferowy. Spotkałem lisy polarne. Natknąłem się na maskonura i tropy niedźwiedzi polarnych. Należy jednak pamiętać, że pobyt w stacji polarnej to nie tylko szukanie tropów białych niedźwiedzi. Czasem trzeba przeprawić się na drugą stronę fiordu pontonem, który jest w lipcu na Spitsbergenie najefektywniejszym środkiem transportu, wejść „via ferratą” z kablem elektrycznym jako asekuracją lub iść po grani, aby w końcu móc pozmywać naczynia w otoczeniu lisów polarnych, a potem zasiąść do kolacji z zacną załogą stacji polarnej, której chciałbym przy tej okazji podziękować i przekazać pozdrowienia.

Zbigniew Norbert Piepiora